Wyroslam z tego bloga - bede pomalu go zamykac. Przenosze sie w bardziej miedzynarodowa blogosfere, emigruje:)
Tutaj moj nowy blog:
http://spiralingtwocountries.blogspot.com/
Prawie umarlo. W pewnym momencie poczulam sie zmeczona Internetem! Kiedy obliczylam ile czasu uplywa mi na rozmowach z ludzmi z ktorymi tak naprawde nie mam prawdziwej, pelnej relacji, ile emocji wkladam w forumowe niesnaski, ktore niestety rzadza sie polprawdami i niedomowieniami, stwierdzilam ze musze to zmienic. Dla nas emigrantow internet jest czesto ta pepowina ktora laczy nas z Polska. Niestety jak to czesto z pepowina bywa, trudno jest ja odciac i uniemozliwia nam pelne rozwiniecie skrzydel w obcym jezyku i w innej kulturze - emigracja wymaga wysilku, zwlaszcza w sytuacji takiej jak moja, gdy wspolmazonek jest z tego samego kraju.
Ostatnio, czekajac na rozpoczecie koncertu w jednym z kosciolow w Waszyngtonie przeczytalam definicje grzechu w Book of Common Prayer . Definicje grzechu jak pamietam z nauki religii z Polski to "swiadome i dobrowolne przekroczenie PRAWA Bozego". Definicja grzechu wg Book Of Common Prayer to postepowanie wg swojej wlasnej woli, raczej niz wg woli Boga, i tym wlasnie zakolocenie prawdziwej relacji z Bogiem i innymi ludzmi. Zadziwiajace jak bardzo zrozumiala jest ta anglikanska definicja grzechu - wiara, religia obwarowana przepisami, instytucjami, warstwami regulacji odbiera nam wolnosc odnalezienia prawdziwej relacji z Bogiem, i wtedy wlasnie grzech to zaklocenie tej prawdziwej harmonii jaka sie ma zyjac w tym zwiazku z Bogiem, grzech to PRZEKROCZENIE PRAW. Bog NOWEGO PRZYMIERZA, zastapil te PRAWA nowym przykazaniem, dal nam wolnosc i madrosc osobistej relacji z Bogiem. Zadziwiajace jak czesto przeciez slyszalam ze "wiara jest wolnoscia" "wiara was oswobodzi" i jak kompletnie nie rozumialam znaczenia tych slow! I w pewnym momencie poczulam ze mozna dojsc w zyciu do stanu takiej pelnej harmonii, milosci ze nagle nie ma leku, nie ma niepokoju bo wie sie, czuje sie ze ponad nami jest cos Wiekszego. Tego stanu nie znajduje sie w religii, ani tez w ceremonialach religijnych - chec przynalezenia do wierzacej spolecznosci bierze sie z tego stanu. Wierze gleboko ze ta relacje z Bogiem mozna rozwijac w kazdej religii - jednak wieksze szanse na ten stan otwarcia sie ma w religiach ktore nie sa nadmiernie zinstytualizowane, sztywne i nie kieruja sie fanatyzmem religijnym. Mysle, ze w moich eksploracjach religijnych odnalazlam wreszcie swoja religijna wspolnote, i tydzien temu oficjalnie wstapilam do Church of Our Saviour do ktorego chodzilam juz od wiosny.
Od dwoch tygodni jestem smiertelnie przemeczona, i wlasnie tocze ze soba walke aby runac na lozko i nie isc na gym dzisiaj. Jesli tego nie zrobie bede nadal zmeczona bo nic tylko intensywny ruch i wyspanie pomoze mi wyjsc z tego strasznego stanu. zawijam wiec kiece i lece - nie ma wymowek.
ArturKacper - dziekuje za komentarz. Dal mi do mylsenia. napisze osobna notke wokol naszych powrotow do wiary i dlaczego tak latwo byc osoba wierzaca w USA.
B. dotarl do domu szczesliwie, w doskonalej formie, pelen zapalu i wrazen. Zaraz po przyjezdzie obszedl dokladnie dom, pochwalil wyremontowana lazienke, skrytykowal stan ogrodu, ktorym zazwyczaj sie on zajmuje i radosnie wszyscy poszlismy spac okolo 3 nad ranem. B. poruszal sie po Polsce zupelnie samodzielnie, sam byl w Warszawie odwiedzic swoja druga babcie i braci, byl na kilku swietnych wyprawach z moim bratem - ten moj chlopak jest w 100% dwujezczny i dwu-kulturowy, i przez to jakis taki nadzwyczaj dojrzaly. Na lotnisku ledwo co burkna mi "hallo", i raczej nie przyznawal sie ze przyszla odebrac go matka :) Gdybym chociaz dostala 10% tych serdecznosci z jakim wital sie z kotami to bylabym calkiem zadowolona:)
Do nas dotarly ogony huraganu Bill i dzien dzisiejszy byl jak w jakis tropikach wilgoc wraz z przelotnymi burzami - mieszanka zabojcza w polaczeniu z krotka noca, ale od jutra mozna wskoczyc w stare, wytarte tory rutyny. Bedziemy miec troche czasu aby wspolnie pomieszkac w domu po tych wszystkich wyjazdach.
Lato zakonczylam - 3 kg w dol - bylo 4, ale ostatni tydzien podniosl mi wage - ogolnie jestem bardzo zadowolona. Obrzydliwe goraco-wilgotne lata w polaczeniu z brakiem rutynym i podrozami to potezne wyzwanie dla zdrowego trybu zycia. Jutro ma sie dramatycznie ochlodzic, i mam nadzieje ze beda to pierwsze jaskolki pieknej waszyngtonskiej jesieni.
W polityce przepychanka o reforme ubezpieczen i sluzby zdrowia. Nie mam pojecia dlaczego Amerykanie utozsamiaja publiczna opcje w sluzbie zdrowia z komunizmem? W Ameryce teoretycznie nie ma podzialu klasowego - jednak klasowosc wyraznie wychodzi w dostepie do dobrych swiadczen medycznych. Ludzie pracujacy w dobrych firmach zazwyczaj maja dostep do najlepszej opieki ze wzgledu na zbiorowe ubezpieczenia - ja place naprawde niewiele, i mam dostep do wszelkich specjalistow bez ograniczen, tylko dlatego ze moja firma placi olbrzymie pieniadze za ubezpieczenie swoich pracownikow. Wiele ludzi pracujacych nie ma zadnych ubezpieczen i na zdrowy rozsadek, kazdy normalny czlowiek powinien widziec ze nie powinno tak byc w najbogatszym na swiecie kraju. Z drugiej strony ludzie boja sie ze ta reforma sluzby zdrowia bedzie bardzo kosztowna, i dolozy sie do obecnego olbrzymiego zadluzenia co spowoduje znaczny wzrost podatkow...Ja jednak mam nadzieje ze obecna zrobi pierwszy, nizwykle potrzebnu krok w kierunku tych publicznych ubezpieczen.
Gratitude and focus. Wdziecznosc i skupienie. Ostatnio duzo rozmyslam nad tymi wartosciami. Brakuje mi obydwu. Mimo ze mam tak wiele - wciaz nie do konca potrafie byc wdzieczna za milosc ktora czuje kazdego dnia, za przyjazn, za zdrowie swoje i swoich najblizszych, za dobrobyt, za prace.
Wciaz rozpraszam sie na rzeczy niewazne, brakuje mi samodyscypliny, narzekam...Trace czas na rzeczy malo wazne, nie do konca umie obronic sie przed ludzmi toksycznymi, wysysajacymi ze mnie energie...
Nasz kocur ma dusze i szosty zmysl. Kiedy kilka lat temu w domu pojawil sie pies, kot sie zbuntowal i zaczal protestowac zlatwiajac sie do naszych lozek. Nie bylo rady , kota trzeba bylo oddac. Znalezlismy mu miejsce na farmie, odwiozl go M. samochodem ze 20 km jadac miedzy innymi okoliczna autostrada. Jakie niesamowite bylo nasze zdziwienie, kiedy kot po kilku miesiacach wrocil do domu. Wychudzony, wymeczony jakims cudem znalazl droge powrotne.
Od tego czasu kot nie rozstaje sie z B. ktory z nim sypia, i jako jedyny ( (z dwoch domowych kotow:)) ma prawo wstepu do B. sypialni. Kiedy B. wyjechal kot zalosnie zawodzil przez dwa dni, potem jakos sie przyzwyczail ze B. nie ma. Wczoraj nagle z B. sypialni zaczely wydobywac sie nieziemskie zawodzenia i miauki - probowalam kota zawolac do swojej sypialnie, bez sukcesu. Tak miauczal ze musielismy go wypuscic na zewnatrz. Skad ten kot wie ze B. ma dzisiaj wrocic? B. zapowiedzial juz przez telefon ze nie wolno nam kotow wypuszczc z domu aby czekaly na niego jak wroci. Mam wrazenie ze po dwoch miesiacach B. bardziej cieszy sie na spotkanie ze swoimi kotami niz na spotkanie ze swoimi rodzicami.
PS Kocisko jest wielkie i przepiekne. Niesmiale, ale niesamowicie przytulne i mruczace jak ma na to ochote.
Schodze z mojego letniego kolowrotka. Musze przyznac ze bylo to najbardziej oszalale lato mojego zycia - trzy intensywne wyjazdy sluzbowe, prezentacje - musze przyznac sie sama przed soba ze jestem klasycznym pracoholikiem. Zycie zmusilo mnie do tego - od malego, nauka, wyksztalcenie bylo najwieksza wartoscia w moim domu. Dwadziescia lat temu przyjechalam do USa z dwoma walizkami - w Polsce bylo tak zle ze pamietam swoje zdziwienie, kiedy poszlam do sklepu w ktorym byly i ubrania , i buty, i sprzety gospodarstwa domowego ( w zyciu takiego sklepu nie pamietam, i kiedy o tym mysle czuje zapach tej wielkiej hali wypelnionej wielka iloscia materii, kolorowej, kuszacej...) i kupilam sobie worek ze skarpetkami i caly worek z bielizna. 14 sztuk na raz, w oblednych kolorach, do tej pory skarpetki cerowalam na szklance - nosilam je az sie rozpadna, a tutaj za ulamek mojego stypendium mialam tyle skarpet i bielizny ze moglam te stare pocerowane skarpety po prostu wyrzucic.
W domu nigdy u nas nie bylo biedy, ale wychowani z bratem bylismy bardzo skromnie. Moi dziadkowie , zamozni, stracili w wojnie wszystko, i ten lek "ze zawsze moze sie cos stac" towarzyl i nam - za wszelka cene .musielismy sobie dac rade w kazdej sytuacji, sami, nie liczac na nikogo. Rodzice oszczedzali, budowali dom, i ksztalcili nas. Kiedy tutaj przyjechalam, zacisnelam zeby i uczylam sie, zdawalam egzaminy, parlam do przodu ze strachu ze musze, musze...Po raz pierwszy chyba w tym roku powiedzialam sobie ze nie chce, po prostu nie chce piac sie wyzej, ze chce zwolnic, ze chce miec wiecej czasu i zdalam sobie sprawe ze...jest to bardzo trudne dla mnie, ze wkladam 100% wysilku w moja prace, ze calkowicie mnie ona pochlania.
W sumie nie jest to zle - poniewaz bieglam caly czas przez zycie, jestem teraz w miejscu ze moge troche zwolnic, ze moge zastanowic sie czego tak naprawde chce, bowiem mam i stabilizacje finansowa, i zawodowa. W ocenie rocznej jednego z moich pracownikow poprosilam zeby wytyczyl sobie 3-4 OSIAGALNE cele samorozwojowe, i ulozyl plan dzialania. Mam nadzieje ze ta rada pomoze temu wybitnie inteligentnemu chlopakowi okielzac troche rozmamlanie fizyczne i emocjonalnie i wyjsc z tego marazmu w ktory zostal wpedzony przez roznego-rodzaju czynniki. I troche mnie uderzylo piszac ta ocene, ze ja w sumie nie mam takiej strukturu w swoim zyciu, nigdy specjalnie nie zastanawialm sie czego ja dla siebie chce.
Moze dlatego ze w tej szarej, smutnej Polsce naszego dziecinstwa, jakos nikt specjalnie nie mierzyl wysoko, nie planowal. Zycie lapalo sie tutaj i teraz. Zycie polityczne nie istnialo, prace wszyscy mieli przecietne - ja pamietam ze jedynie praca nauczyciela mila dla mnie sens bo wierzylam ze bedac dobrym nauczycielem moge zmienic czyjes zycie. I pewno, jesli zostalabym w Polsce to nauczycielem bym zostala, i nawet tutaj w Ameryce,bardzo okrezna droga wyladowalam w miejscu zawodowym gdzie pracuje z nauczycielami.
A wiec....
Moje plany na jesien:
wkladac wiecej wysilku w swoja osobista relacje z Bogiem, nie marnowac czasu na beznyslne rozmowy, ogladanie glupawych programow w telewizji, czytaniu bzdur
zabrac sie za fotografowanie, zalozyc swoja galerie.
zwiedzic jakas nowa czesc Ameryki ( prawdopodobnie bedzie to Arizona - juz sie wstepnie umoiwlam z bardzo mila kolezanka ze kiedy tam pojade, spotkamy sie i razem troche pozwiedzamy)
schudnac kolejne 5 kg, i rozpoczac systematyczny trening aby na wiosne przystapic do iron girl triatleton
zaangazowac sie ( na mniejsza skale) w zorganizowana dzialanosc charytatywna. Mam wielki podziw dla ludzi, ktorzy sa spolecznikami, mam tez wielka przyjemnosc z pracy z voluntariuszami, ktorzy sa sila napedowa organizacji w ktorej pracuje.
pisac regularnie ten blog - jesli bedzie mnie hamowal fakt ze jest to otwarty, to go zamkne.
Wlasnie skonczylam textowac z B. - leci juz do Chicago! To moje 16-letnie dziecko zjezdzilo juz tyle swiata i radzi sobie w tych podrozach jak stara wyga. Mam wrazenie ze nie dotrze dzis z Chicago do Waszyngtonu, i nie mam najmniejszej watpliwosci ze poradzi sobie doskonale z przepisaniem biletu, i dotarciem na miejsce rano.